Czy możliwe są podwyżki w budżetówce?

Jedną z bardziej znienawidzonych grup zawodowych w Polsce są urzędnicy administracji wszelkiego rodzaju. Pod ich adresem rzuca się niewybredne epitety i generalnie uważa się ich pracę za zupełnie niepotrzebną. Z drugiej zaś strony, większość z nas załatwia wiele spraw w urzędach, tego nie da się ominąć. I wtedy życzymy sobie, aby urzędnik był do dyspozycji i służył kompetentną pomocą. Niewielu z petentów, beneficjentów czy interesantów zastanawia się nad tym, że są to ludzie, którzy muszą sporo czasu włożyć w wykształcenie i ciągłe doskonalenie umiejętności zawodowych. Każdy patrzy też wyłącznie przez pryzmat swojej sprawy, jakby była jedną na świecie. A urzędnik ma setki, a nawet tysiące takich dokumentów do obrobienia.

Nie chodzi o to jednak, aby jakoś szczególnie współczuć osobom zatrudnionym w administracji państwowej. Kłopot w tym, że w większości urzędów zarabia się naprawdę kiepsko, a sporo szeregowych „mrówek” biurowych otrzymuje niewiele więcej ponad najniższą krajową.

Związki zawodowe przypomniały sobie o zarobkach urzędników

NSZZ „Solidarność” postawiła sobie obecnie nowy cel, zwróciła się do premiera o odmrożenie zarobków w administracji. Warto przypomnieć, że te pozostają zamrożone od 2010 roku. To całe długie 8 lat, podczas których wiele się wydarzyło. Mieliśmy ogólnoświatowy kryzys gospodarczy, co przełożyło się na spore wzrosty cen.

Tymczasem najczęściej spotykana pensja w urzędach gmin, jednostkach podległych lokalnym samorządom oraz innych rodzajach administracji państwowej najczęściej spotykana wypłata to około 2300-2600 na rękę. I zdecydowanej większości nie można liczyć na dodatki i benefity, jakie otrzymują np. pracownicy znanych sieci handlowych. Nie ma pakietów medycznych i sportowych czy wyprawek dla dzieci. Nie ma też płatnych nadgodzin, a ponadnormatywny czas poświęcony obowiązkom zawodowym można jedynie odebrać w postaci czasu wolnego.

Jedynym miłym dodatkiem w takiej pracy był zawsze fundusz socjalny, ale i on został zamrożony wraz z płacami. I od 2010 roku budżetowi pracodawcy nie zwiększają odpisów na socjal, a w wielu firmach został on nawet ograniczony.

Związki zawodowe są już po pierwszych rozmowach z premierem, który ma sprawę przeanalizować i pochylić się nad losem pracowników biurowych sfery budżetowej, głównie nad zarobkami urzędników.

Problemy kadrowe w najbliższej przyszłości

O fali wypowiedzeń składanych przez pracowników słyszy się coraz częściej i jest to tendencja, która pomału zaczyna pojawiać się w administracji państwowej. Do przeszłości odchodzą już sławetne tłumy, które starają się o pracę w urzędzie. Dziś aplikację składa 2-3 osoby na jedno stanowisko, a wielu rezygnuje jeszcze w czasie rekrutacji. Dlaczego? Bo w międzyczasie dowiadują się o poziomie proponowanego zarobku urzędnika.

Według danych zebranych niedawno przez firmę Sedlak&Sedlak, co czwarty polski urzędnik zarabia maksymalnie 1982 zł netto. Połowa z nich mieści się w widełkach między 1982 a 3244 zł netto, przy czym średnia to 2470 zł na rękę. W żaden sposób nie można więc stwierdzić, że polska administracja państwowa zarabia grube pieniądze, jak twierdzi wielu oburzonych. To zdecydowanie słabo zarabiająca grupa zawodowa, która pomału będzie pełna głównie osób w wieku podeszłym, które chcą zwyczajnie dotrwać do emerytury i zatrzasnąć drzwi urzędu. I nie borykać się z niezadowolonymi interesantami, wrednym szefem, stertą dokumentów i wieczną presją czasu.

Natomiast młodzi w ogóle nie garną się do tej mozolnej i słabo opłacanej pracy, która dodatkowo jest zupełnie niedoceniana, a wręcz opluwana. I jeśli zarobki urzędników nie wzrosną w najbliższym czasie, polskie urzędy będą musiały zacząć zatrudniać imigrantów zza wschodniej granicy, podobnie jak inni rodzimi pracodawcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *